2025 ma stać się rokiem przełomu. Zdaniem szefa rządu klucz do sukcesu stanowią inwestycje, które mają osiągnąć rekordową wartość – od 650 do aż 700 mld zł. Czy faktycznie czeka nas prawdziwa rewolucja?
Zacznijmy od tego, że realia współczesnej gospodarki prowadzą do tego, że niemalże każdego roku notujemy „przełomowe” liczby w ujęciu nominalnym. Wytwarzamy coraz więcej dóbr i usług, za które płacimy coraz więcej. Co do zasady, każdego roku rośnie nam PKB i rosną ceny. Stale wzrastają dochody i wydatki państwa. Stale rośnie deficyt i dług. Dla przykładu dochody i wydatki w ustawie budżetowej z 2015 wynosiły 297 i 343 mld zł. W 2020 r. – 399 i 508 mld zł. Obecnie – aż 633 i 922 mld zł.
To swoiste „prawo wielkich liczb” wykorzystywane jest przez polityków jak Wisła długa i szeroka. Rządy co roku chwalą się rekordowymi dochodami podatkowymi i dumnie eksponują „największe w historii” wydatki na ochronę zdrowia czy obronność. Z kolei opozycja wskazuje na rekordową dziurę budżetową czy stale zwiększające się zadłużenie państwa.
Konkluzja jest prosta – za każdym razem, gdy polityk rzuca jakąś kwotę w zylionach złotych, powinna zapalić się nam czerwona lampka. Setki miliardów zawsze robią wrażenie same z siebie. Ale co się za tym kryje?
To nie jest tak, że w nowym roku państwo „zrzuci z helikoptera” dodatkowe 650-700 mld zł na inwestycje, które w rachunkowości określane są jako nakłady brutto na środki trwałe . Ponad 600 mld zł wydaliśmy na ten cel w 2023 r. Prawdopodobnie ponad 640 wydane zostało w ubiegłym roku. Forma osobowa nie została tu użyta przypadkowo, bo nie są to wydatki państwa, ale nakłady poniesione w całej gospodarce, przede wszystkim w sektorze prywatnym.

Wykres 1 Opracowanie własne na podstawie wieloletnich planów finansowych państwa na lata 2016-2019, 2017-2020, 2018-2021, 2019-2022, 2021-2024, 2022-2025, 2023-2026, 2024-2027 oraz średniookresowego planu budżetowo-strukturalnego na lata 2025-2028. Z uwagi na brak Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2020-2023, nie zaprezentowano danych za rok 2019.
Jak pokazuje powyższy wykres, mimo, że łączne wydatki sektora General Government (obejmującego wszystkie jednostki realizujące zadania publiczne) wynoszą ok 45% PKB, to udział państwa w owych „650-700 mld zł” wyniesie znacznie mniej. W najlepszym razie nie przekroczy nawet 30%. Państwo na inwestycje wydało w latach 2023-2024 r. ok . 170-180 mld zł, co odpowiada za nieco ponad 10% wszystkich wydatków sektora finansów publicznych. Wydatki te nie przekraczają granicy 5% PKB.

Wykres 2 Opracowanie własne na podstawie wieloletnich planów finansowych państwa na lata 2016-2019, 2017-2020, 2018-2021, 2019-2022, 2021-2024, 2022-2025, 2023-2026, 2024-2027 oraz średniookresowego planu budżetowo-strukturalnego na lata 2025-2028. Z uwagi na brak Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2020-2023, nie zaprezentowano danych za rok 2019.
Jak widać na wykresie powyżej, poziom wydatków na inwestycje, zarówno w całej gospodarce, jak i w sektorze finansów publicznych, utrzymuje się w ostatnich latach na podobnym poziomie. Jesteśmy lata świetlne nie tylko od poziomu 25% charakteryzującego nowoczesne, innowacyjne gospodarki, ale nawet i 20% uchodzącego za przyzwoite „minimum”.
Co zabawne, kwota 650 mld zł, która zapewne miała robić wrażenie swoją „okrągłością” na tym tle wydaje się… zaskakująco mała. Jeśli sprawdziłyby się rządowe szacunki co do poziomu PKB w obecnym i poprzednim roku to stosunek inwestycji do PKB spadłby o ponad punkt procentowy! Z 17,4% za 2024 (zgodnie z szacunkami GUS) do 16,36% PKB! 700 mld, które przez samego premiera określane jest jako maksymalny pułap, to 17,62% PKB – niemal tyle samo co w zeszłym roku. Niezbyt wyraźny ten „przełom”.

Wykres 3. Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych makroekonomicznych GUS (https://dbw.stat.gov.pl/baza-danych).
Ile wydamy realnie? Trudno powiedzieć, ostateczna kwota zależy od wielu zmiennych. Jeśli wierzyć rządowym wyliczeniom, to w 2024 r. na inwestycje wydaliśmy ponad 646 mld zł. Zgodnie z opublikowanym jesienią ubiegłego roku, średniookresowym planem budżetowo strukturalnym, wielkość ta ma wzrosnąć w 2025 r. o 6,4% co daje ok 688 mld zł. Co ciekawe, według prognoz zawartych w wieloletnim planie finansowym państwa opublikowanym pod koniec kwietnia 2024 r. przewidywano wzrost inwestycji w gospodarce o 10,2%., co dawałoby ok 713 mld zł! „Przełom” jest więc… mniejszy niż planowano rok temu, kiedy nikt nie robił z tego wielkiego wydarzenia.
Wysoki poziom nakładów na środki trwałe to klucz do stabilnego i wysokiego wzrostu gospodarczego. Trzymajmy kciuki, aby publiczne wydatki na ten cel przekroczyły znacznie poziom 5% PKB, a prywatny kapitał uzyskał warunki zachęcające do szeroko zakrojonych inwestycji w naszym kraju. Dopingujmy więc rząd, aby skupił się na realnych działaniach, a nie stwarzał pozory sprawczości za pomocą okrągłych liczb.
Najważniejsze informacje:
- Zasadniczy ciężar finansowania inwestycji spoczywa na sektora prywatnym. Mimo, że wydatki sektora General Government wynoszą 45% PKB, to sektor ten odpowiada jedynie za ok. 25% krajowych nakładów na inwestycje.
- Kwota, którą chwali się premier jest… zaskakująco mała. Jeśli w 2025 r. wydalibyśmy 650 mld zł, oznaczałoby że udział inwestycji w PKB spadnie względem zeszłego roku. Nawet górny pułap wskazanego przez szefa rządu (700 mld zł) to kwota mniejsza niż prognozowano w kwietniu 2024 r (ok. 713 mld zł).
- Udział inwestycji publicznych w PKB od lat nie przekracza poziomu 5%.
Autor:
Michał Ostrowski – ekspert Instytutu Podatków i Finansów Publicznych






