120 mld zł nieprawidłowości, setki zawiadomień do prokuratury i audyty obejmujące dziesiątki instytucji. Takie liczby niemal automatycznie budzą skojarzenia z gigantyczną skalą marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Problem w tym, że między „nieprawidłowością”, podejrzeniem przestępstwa i faktyczną stratą budżetu istnieje ogromna różnica. A w politycznej debacie ta różnica bardzo łatwo znika.
Sto dwadzieścia miliardów złotych.
To właśnie ta kwota zdominowała przekaz po lipcowej konferencji Ministerstwa Finansów dotyczącej wyników audytów Krajowej Administracji Skarbowej.
Według danych przedstawionych 16 lipca 2026 r. KAS przeprowadziła 177 audytów dotyczących gospodarowania środkami publicznymi w latach 2020–2023. Objęto nimi 167 podmiotów, w tym ministerstwa, fundacje i stowarzyszenia. Łączna wartość stwierdzonych nieprawidłowości została określona na około 120 mld zł. Do prokuratury skierowano wtedy 250 zawiadomień dotyczących kwoty ponad 106 mld zł, a około 200 postępowań zostało wszczętych.
Minister finansów Andrzej Domański zwrócił uwagę, że 120 mld zł odpowiada mniej więcej 3 proc. polskiego PKB. Z kolei zastępca szefa KAS Zbigniew Stawicki wskazywał, że w ocenie administracji wiele stwierdzonych przypadków nie wyglądało na zwykłe błędy czy problemy interpretacyjne, lecz na działania świadome.
To bardzo mocny przekaz.
Tyle że sama liczba nie odpowiada jeszcze na najważniejsze pytanie: co właściwie wydarzyło się z tymi 120 miliardami?
Nieprawidłowość nie oznacza, że pieniądze zniknęły
Czy 120 mld zł zostało ukradzione?
Nie wynika to z przedstawionych danych.
Czy budżet stracił 120 mld zł?
Tego również nie można wywnioskować z komunikatu KAS.
Administracja skarbowa używa znacznie szerszego pojęcia „nieprawidłowości”. Wśród wykrytych przypadków wymienia między innymi naruszenia zasad przyznawania i rozliczania dotacji, wydawanie pieniędzy niezgodnie z planami finansowymi, niegospodarność, naruszenia prawa zamówień publicznych, niezabezpieczenie interesów Skarbu Państwa czy nierzetelną sprawozdawczość i prowadzenie ksiąg.
Każdy z takich przypadków może być poważny. Nie są to jednak pojęcia tożsame z przywłaszczeniem całej kwoty objętej danym projektem.
Jeśli w programie wartym miliard złotych audytor wykryje naruszenie procedury dotyczącej sposobu wydawania pieniędzy, nie oznacza to automatycznie, że miliard złotych został skradziony albo że cały program nie przyniósł żadnego efektu.
To rozróżnienie jest kluczowe.
Bez niego w świadomości odbiorcy bardzo łatwo powstaje prosty obraz: państwo wydało 120 mld zł i pieniądze przepadły.
Tymczasem oficjalny materiał KAS czegoś takiego nie stwierdza.
3 proc. PKB brzmi znacznie mocniej niż 120 mld rozłożone na cztery lata
Podobny problem pojawia się przy zestawianiu wyników audytów z produktem krajowym brutto.
Ministerstwo podało, że 120 mld zł to około 3 proc. PKB. Samo porównanie może pomóc zobrazować wielkość kwoty, ale warto pamiętać, że zestawia ze sobą dwie wielkości o innym charakterze.
120 mld zł odnosi się do ustaleń dotyczących wydatków z lat 2020–2023. PKB, do którego odwołano się podczas konferencji, jest natomiast wielkością roczną.
Nie czyni to porównania matematycznie błędnym. Sprawia jednak, że bez dodatkowego wyjaśnienia odbiorca może odebrać skalę zjawiska inaczej, niż wynikałoby to z samego zakresu czasowego audytów.
I właśnie dlatego przy tak dużych liczbach kontekst ma ogromne znaczenie.
Im większa kwota, tym łatwiej zapada w pamięć. „120 miliardów nieprawidłowości” ma znacznie większą siłę komunikacyjną niż kilkustronicowe wyjaśnienie tego, jakie rodzaje uchybień składają się na tę sumę.
Zawiadomienie nie jest wyrokiem
Podobną ostrożność należy zachować przy informacjach o postępowaniach karnych.
Na lipcowej konferencji mowa była o 250 zawiadomieniach do prokuratury i około 200 wszczętych postępowaniach. Pod koniec sierpnia KAS informowała już o 255 zawiadomieniach do prokuratury dotyczących ponad 106 mld zł.
To istotne dane. Świadczą o tym, że część ustaleń audytorów została uznana za wystarczająco poważną, aby skierować sprawy do organów ścigania.
Nie przesądzają jednak odpowiedzialności konkretnych osób.
Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, wszczęcie śledztwa, przedstawienie zarzutów, akt oskarżenia i prawomocny wyrok to różne etapy postępowania. W debacie publicznej bardzo łatwo złożyć je w jedną historię, choć z prawnego punktu widzenia dzieli je zasadnicza różnica.
Państwo powinno badać podejrzenia nadużyć bez względu na to, kto w danym okresie sprawował władzę.
Jednocześnie odbiorca informacji powinien dokładnie wiedzieć, czy słyszy o ustaleniu audytora, podejrzeniu prokuratury, zarzucie czy prawomocnym skazaniu.
Każda władza chce pokazać, że posprząta po poprzednikach
Pokusa politycznego wykorzystania podobnych danych nie pojawiła się w Polsce w 2026 r.
Kolejne obozy polityczne od lat budowały część swojego przekazu wokół walki z marnotrawstwem, korupcją, „układami”, mafiami podatkowymi czy niewłaściwym gospodarowaniem publicznym majątkiem.
Trudno się temu dziwić.
Hasło mówiące, że państwo może mieć więcej pieniędzy, jeżeli tylko zacznie sprawniej nimi zarządzać, jest wyjątkowo atrakcyjne dla wyborców. Pozwala jednocześnie obiecywać więcej usług publicznych i przekonywać, że nie będzie konieczne zwiększanie podatków.
Do pewnego stopnia jest w tym oczywista prawda. Każda złotówka rzeczywiście zmarnowana przez administrację jest złotówką, którą można było wykorzystać lepiej.
Problem zaczyna się wtedy, gdy kontrola wydatków przestaje być przede wszystkim narzędziem poprawiania działania państwa, a zaczyna służyć budowie prostego podziału: my oszczędzamy, oni marnowali; my pilnujemy pieniędzy, oni je roztrwonili.
Taka narracja jest politycznie skuteczna, lecz słabo pomaga w odpowiedzi na pytanie, dlaczego system dopuścił do nieprawidłowości i co należy w nim zmienić, aby nie powtórzyły się po kolejnej zmianie władzy.
Najważniejszy powinien być mechanizm, a nie nazwisko
Jeżeli audyty KAS rzeczywiście ujawniają poważne problemy, najcenniejszym rezultatem nie będzie kolejna konferencja prasowa ani nawet kolejna lista osób objętych postępowaniami.
Najważniejsza będzie wiedza o tym, gdzie zawiódł system.
Czy mechanizm przyznawania dotacji dawał zbyt dużą swobodę?
Czy kontrola nad beneficjentami była za słaba?
Czy zamówienia publiczne można było omijać?
Czy instytucje odpowiedzialne za wydawanie pieniędzy nie miały wystarczających narzędzi nadzoru?
Czy decyzje finansowe pozostawiały za mało śladu pozwalającego później ustalić odpowiedzialność?
Dopiero odpowiedzi na takie pytania mogą przynieść państwu trwałą korzyść.
Jeżeli po zmianie władzy ograniczymy się do wskazania błędów poprzedników, mechanizm pozostanie ten sam. Za kilka lat kolejny rząd będzie mógł zorganizować bardzo podobną konferencję – tyle że dotyczącą innego okresu i innych ludzi.
Problem zaufania jest większy niż jeden audyt
Jest jeszcze jeden koszt tak prowadzonej debaty.
Jeżeli obywatel przez lata słyszy naprzemiennie, że jedni „rozkradli państwo”, drudzy stworzyli „mafie”, a kolejni zmarnowali dziesiątki czy setki miliardów złotych, może dojść do wniosku, że instytucjom publicznym po prostu nie warto ufać.
A zaufanie do państwa w Polsce i bez tego nie jest szczególnie wysokie. W badaniu OECD przeprowadzonym jesienią 2025 r. wysokie lub umiarkowanie wysokie zaufanie do rządu krajowego deklarowało 32 proc. respondentów w Polsce, wobec 40 proc. średnio w badanych państwach OECD.
To nie jest wyłącznie problem wizerunkowy.
Państwo działa sprawniej, gdy obywatele wierzą, że zasady obowiązują wszystkich, podatki są wykorzystywane w rozsądny sposób, a instytucje potrafią naprawiać własne błędy.
Dlatego rzeczywiste nadużycia trzeba ścigać, a osoby odpowiedzialne – jeśli ich odpowiedzialność zostanie udowodniona – powinny ponosić przewidziane prawem konsekwencje.
Ale równie ważne jest unikanie sytuacji, w której każda wykryta nieprawidłowość automatycznie zamienia się w opowieść o gigantycznym „rozkradaniu kraju”.
120 miliardów powinno być początkiem pytań, a nie końcem dyskusji
Wyniki audytów KAS są poważne i zasługują na analizę. Sama skala ustaleń uzasadnia zainteresowanie opinii publicznej i dalsze działania organów państwa.
Nie trzeba jednak powiększać ich znaczenia poprzez skróty myślowe.
120 mld zł nieprawidłowości nie oznacza 120 mld zł skradzionych pieniędzy. Zawiadomienie do prokuratury nie jest wyrokiem. Wartość projektu, w którym wykryto naruszenia, nie musi odpowiadać wysokości rzeczywistej szkody.
Najbardziej użyteczna debata zaczyna się więc dopiero tam, gdzie kończy się wielka liczba.
Ministerstwo Finansów ma już ustawowe narzędzie w postaci przeglądów wydatków, których celem jest poprawa poziomu, struktury i jakości wydatków publicznych. Ramy tych przeglądów określa ustawa o finansach publicznych oraz rozporządzenie Rady Ministrów.
Warto więc nie tylko wykrywać błędy po fakcie, lecz także wykorzystywać wyniki audytów do poprawiania zasad przyznawania dotacji, prowadzenia zamówień, kontroli beneficjentów i projektowania programów publicznych, a następnie sprawdzać, czy rekomendacje rzeczywiście zostały wdrożone.
To znacznie mniej widowiskowe niż konferencja z liczbą 120 mld zł na ekranie.
Ale jeżeli celem naprawdę jest lepiej działające państwo, właśnie ta nudna, techniczna i konsekwentna praca ma większe znaczenie.
Bo najważniejsze pytanie nie brzmi: kto może politycznie wykorzystać 120 miliardów?
Brzmi: co zrobić, żeby za kilka lat kolejny audyt nie przyniósł nam następnej równie efektownej liczby?






